Umowa z niedosytem

Widok uroczej kwiecistej i rozległej łąki był zeszpecony ciałami kilku Pitbuli i kilkunastoma truchłami wilczurów. Takie jest prawo natury. Silniejszy zabija słabszego. Zwłaszcza jeżeli zostanie za to sowicie wynagrodzony.
Zlecenia podjąłem się dwie pełnie temu. Wysłannicy mojego zleceniodawcy, który chciał pozostać anonimowy zaproponowali niezłe warunki umowy.
Miałem zabić stado Ralata, które zostanie mi wystawione przez jednego Judasza w konkretnym miejscu i o konkretnym czasie. Miało być kilka wilczurów razem z ich liderem, którzy mieli się niczego nie spodziewać. Szybka piłka, robota jakich wiele za mną.
Wydelegowałem bandę Diego, bo akurat nie mieli nic ciekawego do roboty.
Kilkanaście zdegenerowanych Pibuli, którymi łatwo manipulować, bo mają od małego wszczepione poglądy patriotyczne. Kochajcie swoją ojczyznę – wmawiano im od szczenięcia.
Nie ma nic złego w patriotyzmie dopóty, dopóki ktoś nie zabawi się w Ojca Ojczyzny i będzie wydawał osądy, wyroki i wskazywał tym pseudo patriotom cele do ataku.
W sumie między tymi patriotami, a bandytami nie ma różnicy. Choć może jest.
Kryminaliści przynajmniej nie są omotani sloganami.
W każdym razie Diego ich krótko trzyma i zapewnia stały dochód, który pozwala im prowadzić upojone życie pełne perwersyjnych rozrywek.
Gdy go wezwałem przywitałem się uprzejmie.
Diego, jak się masz w tych brutalnych czasach?
Wcale nie źle. Masz dla mnie jakąś fuchę? – zapytał bez ogródek.
Był niewielki jak na swój gatunek, nigdy nie widziałem, żeby sam zabił kogoś dla kasy czy zabawy. Jednak miał posłuch u mięśniaków, więc w sumie dobry dla niego układ. Oczy miał chytre, pysk inteligentny. Zawsze zadbany, sierść przystrzyżona, zęby wybielone. Co noc podobno ma inną samicę. Taki to korzysta z życia.
Znasz może Ralata? – zapytałem zerkając na jego reakcję.
Nie, kto to?
Taki wilczur, który operuje na zachodnim terenie. Ma swoje stado, wilczury nawet nieźle się leją. Jego samica to Antiri. Stado nieduże, ale bardzo dobrze prosperujące. Jednym słowem typowy lider wilczej watahy.
Ciekawe, ile ma kłów?
Około tuzina dorosłych i drugie tyle młodych. – liczby biorę z kosmosu, mój wywiad przyniósł mi z goła inne dane, ale nie chcę go straszyć, bo jeszcze zażyczy sobie taką stawkę za robotę, że będzie to dla mnie nieopłacalne.
W porządku, moich parędziesiąt Pitbuli powinno sobie z nimi poradzić. Ile proponujesz za robotę?
Za jego głowę mogę dać 30 srebrników plus premię za dowód potwierdzający jego śmierć.
Zrobił zamyśloną minę, chwilę szeptał coś, czego nie słyszałem, w końcu spojrzał za siebie. Nic tam nie było. A przynajmniej ja nie widziałem.
Kto jest zleceniodawcą?
Ja.
Kto jest prawdziwym zleceniodawcą?
Nie znasz i nie chciałbyś znać. Powiedzmy, że to anonimowa grupa miłośników pokoju. – Diego wyglądał na prawdziwie zaniepokojonego. Może powinienem wytypować inną bandę z innym hersztem?
Skoro miłują pokój, czemu chcą jego śmierci?
Motywy moich Klientów mnie nie interesują. Wiesz dobrze, o co Ci chodzi?
Diego chwilę badał mnie wzrokiem. Jakby coś chciał mi powiedzieć, otworzył pysk, ale nic nie wydusił, bo w tym momencie usłyszeliśmy donośne wilcze wycie. Dobiegało ze wschodu i mogło oznaczać kłopoty.
W końcu odezwał się spokojnym, cichym tonem. Rzadkość u hałaśliwych i wiecznie pijanych Pitbuli. Za to go cenię. Nie jest taki jak większość swojego gatunku.
Sam jesteś wilczurem, wiesz, że pomiędzy psami, a wilkami jest święta wojna. Każda strona ma swoje argumenty, nie będziemy teraz o tym rozmawiać. Dotąd dostawałem zadania ku chwale Ojczyzny. Każdy wilk czy pies, który został przez moje psy zabity zaszkodził naszej ojczyźnie. Miałem cholerne powody, dla którego narażałem życia moich psów. Teraz chcesz ode mnie abym wykonał wyrok dla srebrników, na wilczurze, który może być niewinny? – zrobił poważną minę.
Rozterki moralne u zawodowego killera. Tego jeszcze mi brakowało. Zlecenie zostało opłacone na 500 srebrników. Widzę, że trzeba podnieść stawkę, bo wszystko zakończy się na fiasku.
Diego, gdyby on był niewinny to nigdy bym Ci go nie wystawiał za cel. – Skłamałem gładko – podnieśmy cenę do 60 srebrników i zdradzę Ci jeden z motywów.
Zamieniam się w słuch.
Wziąłem puchar, nalałem sobie sake. Wypiłem duszkiem i kontynuowałem.
Ten wilk jest szabrownikiem, wykorzystał moment, gdy jeden z jego braci miał kłopoty, podjął wyprawę celem zagrabienia dobytku osłabionego sąsiada. Tak jakbyś poszedł do swojego chorego kumpla i podczas jego rekonwalescencji obracał tyłek jego samicy. To, to samo.
Twoje słowa źle o nim świadczą. Jeżeli są prawdziwe… – spojrzał na mnie wzrokiem przenikliwym i chłodnym. Czyżbym stracił u niego wiarygodność? Czy moja perswazja słabnie z wiekiem?
Na dowód potwierdzający moje słowa składa się fakt, że pułapkę zastawisz właśnie na terenie jego sąsiedniego terytorium. Tam gdzie planuje wszystko złupić.
Przekonałeś mnie. 250 srebrników i możesz na mnie liczyć – rzekł z uśmiechem, wziął mój puchar, nalał sobie sake i wypił haustem.
Co za chciwy, bezczelny, zdegenerowany, parszywy, wredny, podstępny, szpetny, plugawy pies!
Zgoda. – odpowiedziałem.
Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu.

0 comments on “Umowa z niedosytemAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *